Muzyka z duszą

Od półtora roku fascynuję się i powoli wnikam w świat hiszpańskiej kultury flamenco. To z jednej strony ekspresyjna technika śpiewu (cante), wyrażająca silne emocje, z drugiej muzyka oparta na compasie – rytmie, z trzyciej – taniec (baile), widowiskowy i hipnotyzujący.

Mówi się, że wykonany taniec, muzyka, i śpiew mają lub nie tzw. duende – to „coś”, duszę zaklętą w sztuce wywodzącej się z kultury andaluzyjskich Cyganów.

31 stycznia 2020 roku Królowa flamenco, 74-letnia La Chana, miała swój jedyny koncert we wrocławskim Imparcie. Kiedy była młodą dziewczyną, brała ponoć deskę i stepowała na niej w swoich podkutych butach, szukając inspiracji w naturze. Do dzisiaj ma niepowtarzalny styl, oparty na improwizacji. Urodziła się, by tańczyć.

Od początku intuicyjnie czułam w muzyce góralki Dziadońki podobną siłę i język wzięty prosto z natury, jak u La Chany. Dziadońka urodziła się, by grać i miała tę muzykę w sobie, zanim po raz pierwszy wzięła do ręki skrzypce. Góralska muzyka jest taka, jak góralskie życie. Wyraża silne uczucia, czerpie z tatrzańskiego krajobrazu i przestrzeni. Jest z jednej strony twarda i surowa, z drugiej czuła. Niepodobna do żadnej innej.