Praca z pamięcią

Podobno pisanie scenariusza powinno się odbywać w ciszy i skupieniu, z dala od ciekawskich oczu. Im mniej pary pójdzie w gwizdek, tym lepiej, a energia włożona w benedyktyńską pracę ma przełożyć się na końcową jakość.

Niestety, należę do typów „dialogujących” – kolekcjonuję cudze głosy i luźne uwagi, przesiewam je i sortuję, żeby ostatecznie zrobić z nich coś swojego. Potrzebuję nieustającego przepływu energii, żeby samą siebie motywować do pracy. Stąd chyba wziął się pomysł prowadzenia bloga wokół projektu, który roboczo nazwałam „Niecodzienne kobiety dwudziestolecia”. Stypendium twórcze w kategorii film pozwala mi w tym roku rozwijać pomysł na scenariusz o losach trzech kobiet żyjących w międzywojniu: sportsmenki Zofii Smętkówny, policjantki Stanisławy Filipiny Paleolog oraz muzykantki Bronisławy Koniecznej „Dziadońki”. Projekt ostatecznie nazwałam jednym słowem LUSTRA. Dlaczego tak?

Od listopada 2018 do stycznia 2019 roku uczestniczyłam w kursie edukacyjnym „Kobiety w Polsce lat dwudziestych i trzydziestych” w warszawskim Muzeum Polin. Słowo pojawiło się na ostatnich zajęciach pt. „Historie składane z kawałków – warsztaty kolażu”, prowadzonych przez dr Patrycję Dołowy, która od lat pracuje z pamięcią, posługując się historiami mówionymi i performansem. Rozmawiałyśmy wtedy m.in. o tym, że pamięć o kobietach buduje się ze skrawków. Jak ją ułożyć w kolaż w ramach rzeczywistości, w której świat i historia opowiadane są w sposób męski? Uznać, że to, co zostało w pamięci indywidualnej, również ma znaczenie. Moim zadaniem będzie więc pozbieranie w jeden rysunek drobnych, chaotycznie rozrzuconych puzzli – przypominających nie wiadomo skąd wydzierane papierki. Trzeba dosztukować brakujące elementy tych opowieści dzięki pamięci kobiet, które wciąż żyją. Założyć, że coś MOGŁO się wydarzyć, nawet jeśli nic ani nikt tego nie potwierdzi. Będzie to niewyraźny obraz z luster odbijających inne lustra. Trudna praca z pamięcią, która nie umie być obiektywna, sporo przemilcza albo wręcz ukrywa. Dotarło do mnie, że historia tych trzech kobiet dopomina się, by wymyślić ją na nowo. Tylko jak?

Zaczęłam od kolażu, który tak bardzo pęczniał, że musiałam mu pozwolić zejść na podłogę!

fot. D. Matloch / Muzeum Historii Żydów Polskich