Muzyka z duszą

Od półtora roku fascynuję się i powoli wnikam w świat hiszpańskiej kultury flamenco. To z jednej strony ekspresyjna technika śpiewu (cante), wyrażająca silne emocje, z drugiej muzyka oparta na compasie – rytmie, z trzyciej – taniec (baile), widowiskowy i hipnotyzujący.

Mówi się, że wykonany taniec, muzyka, i śpiew mają lub nie tzw. duende – to „coś”, duszę zaklętą w sztuce wywodzącej się z kultury andaluzyjskich Cyganów.

31 stycznia 2020 roku Królowa flamenco, 74-letnia La Chana, miała swój jedyny koncert we wrocławskim Imparcie. Kiedy była młodą dziewczyną, brała ponoć deskę i stepowała na niej w swoich podkutych butach, szukając inspiracji w naturze. Do dzisiaj ma niepowtarzalny styl, oparty na improwizacji. Urodziła się, by tańczyć.

Od początku intuicyjnie czułam w muzyce góralki Dziadońki podobną siłę i język wzięty prosto z natury, jak u La Chany. Dziadońka urodziła się, by grać i miała tę muzykę w sobie, zanim po raz pierwszy wzięła do ręki skrzypce. Góralska muzyka jest taka, jak góralskie życie. Wyraża silne uczucia, czerpie z tatrzańskiego krajobrazu i przestrzeni. Jest z jednej strony twarda i surowa, z drugiej czuła. Niepodobna do żadnej innej.

Paleolog o przyczynach prostytucji

Prostytutki na ul. Marszałkowskiej w Warszawie 1925 rok. Źródło: NAC

W rozdziale IV swojej książki „The Women Police of Poland 1925 to 1939” Stanisława Paleolog bierze sobie za cel opisanie przyczyn prostytucji w Polsce oraz warunków sprzyjających jej istnieniu. Zaznacza jednak, że niemożliwe jest wymienienie i rozpoznanie wszystkich przyczyn i okoliczności, które bezpośrednio lub pośrednio wpływają na rozwój prostytucji. Odwołuje się do popularnych w latach 20. i 30. teorii, szukających przyczyny stania się prostytutką w charakterze kobiety, w jej tzw. psychopatycznych skłonnościach. Nie zgadza się jednak, że to owe psychopatyczne skłonności są najważniejszą przyczyną; wg niej w Polsce jest nią bezrobocie.

Duński psychiatra, profesor Kemp,  mówi, że 80% prostytutek to psychopatki i twierdzi, że jest to nieuleczalne. Pani Hall w swojej książce „Prostytucja we współczesnym świecie” twierdzi, że w Anglii nie ma prostytutki, która mogłaby powiedzieć, że przyczyną stania się prostytutką były jej niewystarczające zarobki. Międzynarodowa Organizacja Kobiet Katolickich w swoim raporcie Ligi Narodów w 1932 pisze: „Doszliśmy do wniosku, że główną przyczyną prostytucji nie jest sytuacja ekonomiczna, lecz indywidualna, moralna lub społeczna.”. Z drugiej strony, raporty organizacji społecznych w krajach Europy kontynentalnej, w tym w Niemczech i w Polsce, wskazują, że w tych krajach bezpośrednią przyczyną prostytucji jest bezrobocie. Trudno stwierdzić właściwie i proporcjonalnie wpływ tych okoliczności na wzrost prostytucji. Jeśli psychopatyczne skłonności są bezpośrednią przyczyną, wtedy bieda, złe otoczenie, działanie elementów kryminalnych można uznać za czynniki niebezpośrednie. I vice versa.

Prowadząc swój wywód, Paleolog podaje liczne przykłady upadku kobiet wzięte wprost z ulicy lub z sali sądowej i muszę przyznać, że niektóre z nich są wyjątkowo przygnębiające. Nie mogę zapomnieć tzw. klasycznej historii W.C. – córki praczki i robotnika, który przepijał wszystko, co zarobił. Mała W.C. pomagała swoim rodzicom, handlując nielegalnie na ulicy. Została wypatrzona przez agenta handlu kobietami i dziećmi i uprowadzona przez niego do Łodzi, skąd miała być wysłana wraz z innymi kobietami do Argentyny. Jej zaginięcie zostało jednak zgłoszone do Kobiecej Brygady Policyjnej w Warszawie. Znaleziono ją w Łodzi w podejrzanym hotelu, w momencie gdy agenci negocjowali jej cenę – osiągnęła ona 500 zł… Mała W.C. wróciła do domu.
Jak pisze Paleolog, „Fizycznie nie zrobiono dziewczynie żadnej krzywdy, bo była zbyt cenna i Argentyńczycy mieli zapłacić za nią dobrą cenę. Ale to doświadczenie zostawiło bolesny ślad w umyśle dziecka, a w ograniczonych umysłach jej rodziców powstała myśl, by urodę dziewczynki wykorzystać finansowo. Rezultatem była prostytucja ze smutnym finałem – dziewczyna popełniła samobójstwo, rzucając się z 4. piętra. Jak możemy zobaczyć, dziewczyna nie miała żadnych psychopatycznych skłonności do prostytucji. To jej otoczenie i łańcuch okoliczności były przyczynami jej smutnego końca”.

Odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarcza Paleolog MĘŻCZYZNĘ z jego uprzywilejowaną pozycją w społeczeństwie. Zaskoczyło mnie, jak bardzo z jednej strony gorzkie, a z drugiej strony klarowne wnioski wyprowadza ze swojej wieloletniej pracy w policji. Paleolog nagle okazuje się feministką, świadomą swoich społecznych ograniczeń kobietą, która przecież tak wiele osiągnęła w męskim świecie międzywojennej policji. Jak pisze dalej (w swobodnym tłumaczeniu), gdyby nie mężczyzna i jego konsumpcyjny stosunek do seksu, prostytucji by nie było. A mimo to za jedyną winną i penalizowaną przez prawo uznaje się kobietę:

Rola mężczyzny jako konsumenta wcale nie jest mała w istnieniu prostytucji. W rzeczy samej możemy powiedzieć, że istnieje dla niego i dzięki niemu. Mężczyzna przez swoje ciągłe poszukiwanie chwilowych i niewiążących seksualnych relacji kreuje podaż i popyt, co jest połączone z istnieniem handlu kobietami i wykorzystywaniem prostytucji.  Całe brzemię związane ze środkami służącymi do tłumienia prostytucji, jak kary za chodzenie po ulicy, zaczepianie mężczyzn itp., to wszystko spadało zawsze i wszędzie na kobiety. Jej partner, który zaakceptował propozycję, albo nawet sam z nią wyszedł, nigdy nie ponosił żadnych konsekwencji. Zdarzało się nawet, że korzystając z zamieszania wzbudzonego przez interwencję policji, odchodził bez wypełnienia zobowiązań [finansowych] wobec partnerki. Ta uprzywilejowana pozycja mężczyzny we wzajemnym niemoralnym akcie nie ograniczała jego aktywności. Wręcz przeciwnie, dawała mu wolność działania i jego zachowanie zamiast być uznane jako nielegalne, było uznane za przywilej. To właśnie mężczyzna jest bezpośrednią przyczyną istnienia prostytucji. On tworzy potrzebę, która nie istniałaby bez niego. Polly Adler w swojej książce Dom, który nie jest domem pisze: „Prostytucja i prostytutki istnieją, ponieważ mężczyźni są skłonni płacić za seksualną gratyfikację, i jeśli mężczyzna jest w stanie za coś zapłacić, zostanie mu to dostarczone” .

Czytając ten fragment, po raz setny zdałam sobie sprawę, jak szalenie ważne jest, by doceniać przemiany obyczajowe, światopoglądowe i społeczne z ostatnich stu lat, które już na starcie stawiają współczesne kobiety w o wiele lepszym położeniu niż na początku XX wieku. Stanisława Paleolog miała pełną i bolesną świadomość ograniczeń czasów, w których żyła.

„Urodzone do burdelu”

Mój egzemplarz wspomnień Stanisławy Filipiny Paleolog, wydanych w roku 1957. Niestety, książka do tej pory nie została przetłumaczona na język polski.

W książce Stanisławy Paleolog znajdują się m.in. dwa rozdziały poświęcone przyczynom prostytucji w Polsce w latach 20. i 30. oraz walce z nią prowadzonej siłami policji kobiecej i innych instytucji oraz organizacji.

Paleolog kategoryzuje prostytutki, opierając się na swoich wieloletnich doświadczeniach zebranych przez tzw. Kobiece Brygady. Przytacza też wiele konkretnych spraw i przypadków, z jakimi miały do czynienia jej policjantki w czasie swojej służby, a także odkrywa mechanizmy rządzące światem (nie tylko warszawskich) sutenerów. Nie ma tu, oczywiście, ani krztyny naiwności, a jedynie trzeźwy osąd. Paleolog ma olbrzymią wiedzę o tym, jak bardzo skomplikowane bywały przyczyny upadku kobiet i ich zejścia na drogę prostytucji. Jednoznacznie czarnym charakterem w tej historii pozostają jednak sutenerzy, stręczyciele oraz zepsute do szczętu „burdelmamy”.

W jednym z fragmentów znalazłam szczególnie poruszający obraz. Może dlatego, że dla Stanisławy Paleolog rodzina i tradycyjne wartości wyniesione z domu były szalenie ważne. Może dlatego, że mam ją przed oczami na fotografiach z uroczystości Złotych Godów jej rodziców?: Można nawet powiedzieć, że [prostytutki] były religijne. Były wyjątkowo oddane Św. Marii Magdalenie, którą uważały za swoją patronkę. Praktycznie w każdym domu prostytutki wisiał obraz Marii Magdaleny. Większość z nich w dniu wielkich świąt, np. w Boże Narodzenie czy na Wielkanoc, nie szła do pracy, ale do kościoła. Próbowały spędzić ten czas w tradycyjny sposób, starając się przypomnieć sobie czas rodzinny, za którym tęskniły i o którym wiedziały, że dla większości z nich przepadł na zawsze. Ale były też oczywiście takie, które nie powracały do religijnych praktyk ani do wspomnień o rodzinie. One zwykły mówić: „Gdyby był Bóg, nie byłabym dziwką”.

Nie znalazłam u Paleolog echa naukowych teorii antropometrycznych jeszcze z końca XIX wieku, wciąż popularnych przed II wojną światową. A warto o nich wspomnieć, bo do lat 30. XX wieku teorie te, stworzone przez włoskiego kryminologa Cezara Lombroso, były przywoływane w polskim piśmiennictwie naukowym i społecznym. O tym, gdzie Paleolog upatrywała przyczyn prostytucji w Polsce, napiszę w kolejnym wpisie.

Książka Lombroso „Kobieta jako zbrodniarka i prostytutka” już w roku 1895 – dwa lata po publikacji oryginału – pojawiła się w polskim tłumaczeniu. Autor, włoski psychiatra, profesor medycyny sądowej w Turynie, doszedł do wniosku, że musi istnieć określony, antropologiczny typ „zbrodniarza urodzonego”. Wg niego szereg cech antropologicznych i antropometrycznych charakteryzowało tzw. „urodzone prostytutki”, m.in. asymetryczne rysy twarzy, duża silna szczęka, krzywy nos, mała pojemność czaszki, bujne owłosienie, asymetryczne brwi, ostre spojrzenie.

Równie wstrząsające po ponad stu latach od ich publikacji są badania Pauline Tarnowsky, przeprowadzone na 100 moskiewskich prostytutkach i opisane w książce „Étude anthropométrique sur les prostituées et les voleuses” (Paris: E. Lecrosnier et Bébé, 1889).

Fotografia z książki Pauline Tarnowsky (źródło TUTAJ)

Na wklejonej wyżej fotografii badaczka analizuje anomalie w twarzy i uszach prostytutek. Jak pisze Dr H. Kurella w książce „Lombroso i jego teorje” (1897), Nader charakterystyczną cechą fizjognomji zbrodniarzy, którą zresztą dzielą z chorymi na dziedziczne cierpienia nerwów i umysłu, stanowią wielkie, nieprawidłowo zbudowane uszy, prostopadle częstokroć sterczące na skroniach, podobne do uszu garnka. (str. 18) W swojej pracy Tarnowsky dzieli „kobiety nierządne” na te „urodzone” oraz te „z przypadku”. Obce jej jest myślenie, że cechy prostytutek miały charakter nabyty, a nie wrodzony, że były skutkiem uprawiania nierządu, a nie jego przyczyną.

Czy można mieć pewność, że tego rodzaju anachroniczne koncepcje o byciu predystynowanym do stania się prostytutką czy mordercą, jak te wyjęte z książek Lombroso i Tarnowsky, trafiły już do lamusa? Nie jestem o tym przekonana.

Kobiety – brakująca połowa dziejów

A było tak.

Zwabiła mnie wystawa w warszawskim Domu Spotkań z Historią pt. „Odzyskana. Fotoreportaż z Warszawy 1918-1939”, a jeszcze bardziej towarzyszące wystawie spotkanie „Kobiety międzywojennej Warszawy” zorganizowane 31 stycznia. Wyczułam nosem, że dyskutanci będą ciekawi i że warto. Jak mówił opis promocyjny, spotkanie miała prowadzić Katarzyna Chudyńska-Szuchnik, przewodniczka miejska (WarsOff), dziennikarka, blogerka, związana z Muzeum Warszawskiej Pragi. Goście: Anna Kowalczyk – dziennikarka i blogerka, autorka książki „Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich” oraz Marta Marek z Muzeum Sportu i Turystyki oraz varsavianista Ryszard Mączewski.

Na spotkanie ostatecznie się spóźniłam, więc ominęła mnie prezentacja dyskutantów i ich dokonań. Ale choć spóźniona, z wielkim zainteresowaniem słuchałam o dokonaniach sportsmenek międzywojnia, takich jak Halina Konopacka-Matuszewska – rekordzistka świata w rzucie dyskiem, Maria Kwaśniewska – medalistka w rzucie oszczepem i Jadwiga Jędrzejewska – tenisistka, wielokrotna mistrzyni Polski i finalistka Wimbledonu.

Po dyskusji nieśmiało podeszłam do dziennikarki, która zrobiła na mnie największe wrażenie swoją wiedzą, sądząc (w swojej bezczelności), że coś mi podpowie, gdzie szukać ciekawych tropów na temat moich trzech bohaterek. No i oczywiście wstyd mnie ogarnął straszny, gdy dotarło do mnie, że Anna Kowalczyk, z którą właśnie rozmawiam, napisała nawet książkę pt. Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich i że jej premiera to bardzo świeża sprawa, a ja nic o tym nie wiem! Od słowa do słowa, okazało się, że odwiedziła nawet rok wcześniej Stanisławę Galicę-Górkiewicz, czyli uczennicę Dziadońki, i że o samej Dziadońce również wspomina!

Tak więc mam, kupiłam i czytam – choć lekturę zaczęłam od rozdziału 6 SZTUKA, bo to w nim Autorka wspomina o swojej wizyty u p. Stanisławy Galicy oraz o dokonaniach Dziadońki. Książka jest szeroko zakrojonym i szalonym kalejdoskopem, bo Kowalczyk zaczyna swój przegląd od paleolitycznych pin-up girls, a kończy na współczesnych polityczkach. No i znalazło się również miejsce dla artystek – góralek. Naprawdę warto przeczytać, a przynajmniej przejrzeć.

Praca z pamięcią

Podobno pisanie scenariusza powinno się odbywać w ciszy i skupieniu, z dala od ciekawskich oczu. Im mniej pary pójdzie w gwizdek, tym lepiej, a energia włożona w benedyktyńską pracę ma przełożyć się na końcową jakość.

Niestety, należę do typów „dialogujących” – kolekcjonuję cudze głosy i luźne uwagi, przesiewam je i sortuję, żeby ostatecznie zrobić z nich coś swojego. Potrzebuję nieustającego przepływu energii, żeby samą siebie motywować do pracy. Stąd chyba wziął się pomysł prowadzenia bloga wokół projektu, który roboczo nazwałam „Niecodzienne kobiety dwudziestolecia”. Stypendium twórcze w kategorii film pozwala mi w tym roku rozwijać pomysł na scenariusz o losach trzech kobiet żyjących w międzywojniu: sportsmenki Zofii Smętkówny, policjantki Stanisławy Filipiny Paleolog oraz muzykantki Bronisławy Koniecznej „Dziadońki”. Projekt ostatecznie nazwałam jednym słowem LUSTRA. Dlaczego tak?

Od listopada 2018 do stycznia 2019 roku uczestniczyłam w kursie edukacyjnym „Kobiety w Polsce lat dwudziestych i trzydziestych” w warszawskim Muzeum Polin. Słowo pojawiło się na ostatnich zajęciach pt. „Historie składane z kawałków – warsztaty kolażu”, prowadzonych przez dr Patrycję Dołowy, która od lat pracuje z pamięcią, posługując się historiami mówionymi i performansem. Rozmawiałyśmy wtedy m.in. o tym, że pamięć o kobietach buduje się ze skrawków. Jak ją ułożyć w kolaż w ramach rzeczywistości, w której świat i historia opowiadane są w sposób męski? Uznać, że to, co zostało w pamięci indywidualnej, również ma znaczenie. Moim zadaniem będzie więc pozbieranie w jeden rysunek drobnych, chaotycznie rozrzuconych puzzli – przypominających nie wiadomo skąd wydzierane papierki. Trzeba dosztukować brakujące elementy tych opowieści dzięki pamięci kobiet, które wciąż żyją. Założyć, że coś MOGŁO się wydarzyć, nawet jeśli nic ani nikt tego nie potwierdzi. Będzie to niewyraźny obraz z luster odbijających inne lustra. Trudna praca z pamięcią, która nie umie być obiektywna, sporo przemilcza albo wręcz ukrywa. Dotarło do mnie, że historia tych trzech kobiet dopomina się, by wymyślić ją na nowo. Tylko jak?

Zaczęłam od kolażu, który tak bardzo pęczniał, że musiałam mu pozwolić zejść na podłogę!

fot. D. Matloch / Muzeum Historii Żydów Polskich