Co miłość wybaczy pijanej fordanserce? – piosenki międzywojnia ciąg dalszy

Rewia i kabaret przeżywały rozkwit w dwudziestoleciu międzywojennym, choć ich żywot bywał kapryśny. Jedne – jak Qui Pro Quo czy Cyrulik Warszawski – trwały latami, inne – jak Banda czy Cyganeria – upadały już w kilka miesięcy po powstaniu. Piosenki w latach trzydziestych wydawano na płytach i często sprzedawano od dnia premiery – tym większa była ich popularność. A że artyści kabaretowi zaczęli występować także w filmach, wkrótce śpiewane przez nich szlagiery miała na ustach cała Polska.

Film „Szpieg w masce” z 1933 roku nie był może najambitniejszym dziełem, ale na pewno mocno rozbudzał sentymenty i promował Hannę Ordonównę – „ulubienicę publiczności polskiej”, „polską królową mody”, „śpiewającą hrabinę”. To stąd pochodzą dwa wielkie przeboje: klasyczny walc „Miłość ci wszystko wybaczy” oraz slowfox „Na pierwszy znak”. Śpiewa je główna bohaterka RITA HOLM, artystka dancingowa.

Tak fabułę tej superprodukcji streścił jeden z filmoznawców, pisujących dla portalu filmpolski.pl: „Profesor Skalski (Jerzy Leszczyński) pragnie uwolnić ludzkość od strasznej i okrutnej plagi – wojny. W tym celu pracuje nad wyprodukowaniem promieni, które byłyby zdolne na odległość zahamować wszelkie motory, a więc przede wszystkim wrogich samolotów. Jest już bliski upragnionego triumfu naukowego. Lecz nie śpi wywiad państwa ościennego. Posługuje się agentką – śpiewaczką dansingową (Hanka Ordonówna), która śpiewem, tańcem i kuszącą urodą usidla syna wynalazcy (Jerzy Leszczyński), aby w ten sposób osiągnąć cel wrogiego wywiadu. Lecz oto między nimi rodzi się miłość prawdziwa. Opętanej przez intrygi polipa szpiegowskiego (Bogusław Samborski) – nie pozostaje wszakże już teraz wolny wybór… Wreszcie kotłujące się i kipiące namiętności miłosne oraz knowania szpiegowskie sięgają punktu wrzenia. Wynalazek jest dokonany, obcy wywiad go wykrada, następuje szaleńczy pościg, w czasie którego Jerzy strzela i trafia Ritę. Umiera ona ze słowami, że chciała wyrwać się z tego bagna, ale nie miała dość siły.”

Jedna z bohaterek „Luster”, Aniela Serek, która przybyła z prowincji do Warszawy w poszukiwaniu pracy, marzy o tym, by zostać artystką kabaretową. Musi jednak zadowolić się zajęciem fordanserki, co początkowo nie wydaje jej się najgorszym pomysłem. Przybiera na wzór Rity Holm pseudonim RITA, zachwycona „Szpiegiem w masce” (film 27 X 1933 miał premierę). Ale kolorowy świat nocnych dancingów pcha ją w ręce kryminalnego półświatka, sutenerów i ich prostytutek, z którego naiwną dziewczynę mogą uratować już tylko Brygady Kobiece Stanisławy Paleolog.

Slowfoks „Pijana fordanserka”, tutaj we współczesnym wykonaniu

Jak wyglądała praca fordanserki? Tak ją opisywał Jalu Kurek w swojej książce „Grypa szaleje w Naprawie”: Kiedy w dansingu poprawiła się frekwencja, otrzymywała po pięć złotych za noc oraz procent od wypitego alkoholu. Musiała więc siedzieć przy stoliku i pić. Pić jak najwięcej i zapraszać do picia partnerów. Słaba od przepicia, wylewała wódkę na kwiaty, do popielniczek, do wody sodowej; oczy mętniały, szła czym prędzej tańczyć, ale nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Trzeba jednak zarabiać. (…) Oprócz dansingu oraz stolików w barze były i gabinety. Tam się piło już wino, czasem szampana, od którego nieznośnie bolała ją głowa. (…) Wszyscy byli wtedy pijani i mieli wargi mokre, a oczy chorobliwie wysadzone na wierzch. Działał obłęd opilczy, który czynił każdą namiętność zwierzęcą i wstrętną.

Piosenki międzywojnia – „Fabryczna dziewczyna”

W mojej filmowej historii Stanisławy Paleolog oraz Zofii Smętek szczególnie ważna jest piosenka. Nie tylko zresztą ta, która zapisała się na kartach polskiej historii kabaretowo-filmowej.

Szukając tropów związanych z kobietami pracującymi w latach 20. w fabrykach i próbując wyobrazić sobie przy pracy w jednej z nich Zofię Smętek, trafiłam na znakomitą książkę Marty Madejskiej „Aleja włókniarek”. A w niej – na tekst piosenki pt. „Fabryczna dziewczyna”. Miała ona wiele wariacji, w późniejszych latach śpiewała ją również Kapela Czerniakowska. Ponoć jednak została wymyślona przez współpracowników z łódzkiej fabryki w latach 30. w hołdzie zmarłej robotnicy, po jej tragicznej śmierci w trybach maszyny.

Wyobrażałam sobie, jak pracownice fabryki, okutane w kraciaste chusty, idą bladym świtem na poranną zmianę i nucą tę piosenkę. To mogłyby być pierwsze ujęcia „Zosi” – jednej z trzech części „Luster”. Ale brakowało mi jeszcze „pieprzu”, który znalazłam gdzie indziej.

„Fabryczna dziewczyna” w późniejszej, krwawej wersji Kapeli Czerniakowskiej…

Odważną rockową wersję nagrał zespół Zgiełk w cyklu „Łódzkie Piosenki”. Zespół podaje, że autor tekstu jest nieznany, dziewczyna pracowała u Scheiblera, a piosenkę śpiewano w Łodzi w latach 30. XX w. „Fabryczna dziewczyna” dostała tutaj drugie życie i stała się dla mnie mocno inspirująca. Robotnice zaczęły tańczyć i złapały „powera”!