Paleolog o przyczynach prostytucji

Prostytutki na ul. Marszałkowskiej w Warszawie 1925 rok. Źródło: NAC

W rozdziale IV swojej książki „The Women Police of Poland 1925 to 1939” Stanisława Paleolog bierze sobie za cel opisanie przyczyn prostytucji w Polsce oraz warunków sprzyjających jej istnieniu. Zaznacza jednak, że niemożliwe jest wymienienie i rozpoznanie wszystkich przyczyn i okoliczności, które bezpośrednio lub pośrednio wpływają na rozwój prostytucji. Odwołuje się do popularnych w latach 20. i 30. teorii, szukających przyczyny stania się prostytutką w charakterze kobiety, w jej tzw. psychopatycznych skłonnościach. Nie zgadza się jednak, że to owe psychopatyczne skłonności są najważniejszą przyczyną; wg niej w Polsce jest nią bezrobocie.

Duński psychiatra, profesor Kemp,  mówi, że 80% prostytutek to psychopatki i twierdzi, że jest to nieuleczalne. Pani Hall w swojej książce „Prostytucja we współczesnym świecie” twierdzi, że w Anglii nie ma prostytutki, która mogłaby powiedzieć, że przyczyną stania się prostytutką były jej niewystarczające zarobki. Międzynarodowa Organizacja Kobiet Katolickich w swoim raporcie Ligi Narodów w 1932 pisze: „Doszliśmy do wniosku, że główną przyczyną prostytucji nie jest sytuacja ekonomiczna, lecz indywidualna, moralna lub społeczna.”. Z drugiej strony, raporty organizacji społecznych w krajach Europy kontynentalnej, w tym w Niemczech i w Polsce, wskazują, że w tych krajach bezpośrednią przyczyną prostytucji jest bezrobocie. Trudno stwierdzić właściwie i proporcjonalnie wpływ tych okoliczności na wzrost prostytucji. Jeśli psychopatyczne skłonności są bezpośrednią przyczyną, wtedy bieda, złe otoczenie, działanie elementów kryminalnych można uznać za czynniki niebezpośrednie. I vice versa.

Prowadząc swój wywód, Paleolog podaje liczne przykłady upadku kobiet wzięte wprost z ulicy lub z sali sądowej i muszę przyznać, że niektóre z nich są wyjątkowo przygnębiające. Nie mogę zapomnieć tzw. klasycznej historii W.C. – córki praczki i robotnika, który przepijał wszystko, co zarobił. Mała W.C. pomagała swoim rodzicom, handlując nielegalnie na ulicy. Została wypatrzona przez agenta handlu kobietami i dziećmi i uprowadzona przez niego do Łodzi, skąd miała być wysłana wraz z innymi kobietami do Argentyny. Jej zaginięcie zostało jednak zgłoszone do Kobiecej Brygady Policyjnej w Warszawie. Znaleziono ją w Łodzi w podejrzanym hotelu, w momencie gdy agenci negocjowali jej cenę – osiągnęła ona 500 zł… Mała W.C. wróciła do domu.
Jak pisze Paleolog, „Fizycznie nie zrobiono dziewczynie żadnej krzywdy, bo była zbyt cenna i Argentyńczycy mieli zapłacić za nią dobrą cenę. Ale to doświadczenie zostawiło bolesny ślad w umyśle dziecka, a w ograniczonych umysłach jej rodziców powstała myśl, by urodę dziewczynki wykorzystać finansowo. Rezultatem była prostytucja ze smutnym finałem – dziewczyna popełniła samobójstwo, rzucając się z 4. piętra. Jak możemy zobaczyć, dziewczyna nie miała żadnych psychopatycznych skłonności do prostytucji. To jej otoczenie i łańcuch okoliczności były przyczynami jej smutnego końca”.

Odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarcza Paleolog MĘŻCZYZNĘ z jego uprzywilejowaną pozycją w społeczeństwie. Zaskoczyło mnie, jak bardzo z jednej strony gorzkie, a z drugiej strony klarowne wnioski wyprowadza ze swojej wieloletniej pracy w policji. Paleolog nagle okazuje się feministką, świadomą swoich społecznych ograniczeń kobietą, która przecież tak wiele osiągnęła w męskim świecie międzywojennej policji. Jak pisze dalej (w swobodnym tłumaczeniu), gdyby nie mężczyzna i jego konsumpcyjny stosunek do seksu, prostytucji by nie było. A mimo to za jedyną winną i penalizowaną przez prawo uznaje się kobietę:

Rola mężczyzny jako konsumenta wcale nie jest mała w istnieniu prostytucji. W rzeczy samej możemy powiedzieć, że istnieje dla niego i dzięki niemu. Mężczyzna przez swoje ciągłe poszukiwanie chwilowych i niewiążących seksualnych relacji kreuje podaż i popyt, co jest połączone z istnieniem handlu kobietami i wykorzystywaniem prostytucji.  Całe brzemię związane ze środkami służącymi do tłumienia prostytucji, jak kary za chodzenie po ulicy, zaczepianie mężczyzn itp., to wszystko spadało zawsze i wszędzie na kobiety. Jej partner, który zaakceptował propozycję, albo nawet sam z nią wyszedł, nigdy nie ponosił żadnych konsekwencji. Zdarzało się nawet, że korzystając z zamieszania wzbudzonego przez interwencję policji, odchodził bez wypełnienia zobowiązań [finansowych] wobec partnerki. Ta uprzywilejowana pozycja mężczyzny we wzajemnym niemoralnym akcie nie ograniczała jego aktywności. Wręcz przeciwnie, dawała mu wolność działania i jego zachowanie zamiast być uznane jako nielegalne, było uznane za przywilej. To właśnie mężczyzna jest bezpośrednią przyczyną istnienia prostytucji. On tworzy potrzebę, która nie istniałaby bez niego. Polly Adler w swojej książce Dom, który nie jest domem pisze: „Prostytucja i prostytutki istnieją, ponieważ mężczyźni są skłonni płacić za seksualną gratyfikację, i jeśli mężczyzna jest w stanie za coś zapłacić, zostanie mu to dostarczone” .

Czytając ten fragment, po raz setny zdałam sobie sprawę, jak szalenie ważne jest, by doceniać przemiany obyczajowe, światopoglądowe i społeczne z ostatnich stu lat, które już na starcie stawiają współczesne kobiety w o wiele lepszym położeniu niż na początku XX wieku. Stanisława Paleolog miała pełną i bolesną świadomość ograniczeń czasów, w których żyła.

„Urodzone do burdelu”

Mój egzemplarz wspomnień Stanisławy Filipiny Paleolog, wydanych w roku 1957. Niestety, książka do tej pory nie została przetłumaczona na język polski.

W książce Stanisławy Paleolog znajdują się m.in. dwa rozdziały poświęcone przyczynom prostytucji w Polsce w latach 20. i 30. oraz walce z nią prowadzonej siłami policji kobiecej i innych instytucji oraz organizacji.

Paleolog kategoryzuje prostytutki, opierając się na swoich wieloletnich doświadczeniach zebranych przez tzw. Kobiece Brygady. Przytacza też wiele konkretnych spraw i przypadków, z jakimi miały do czynienia jej policjantki w czasie swojej służby, a także odkrywa mechanizmy rządzące światem (nie tylko warszawskich) sutenerów. Nie ma tu, oczywiście, ani krztyny naiwności, a jedynie trzeźwy osąd. Paleolog ma olbrzymią wiedzę o tym, jak bardzo skomplikowane bywały przyczyny upadku kobiet i ich zejścia na drogę prostytucji. Jednoznacznie czarnym charakterem w tej historii pozostają jednak sutenerzy, stręczyciele oraz zepsute do szczętu „burdelmamy”.

W jednym z fragmentów znalazłam szczególnie poruszający obraz. Może dlatego, że dla Stanisławy Paleolog rodzina i tradycyjne wartości wyniesione z domu były szalenie ważne. Może dlatego, że mam ją przed oczami na fotografiach z uroczystości Złotych Godów jej rodziców?: Można nawet powiedzieć, że [prostytutki] były religijne. Były wyjątkowo oddane Św. Marii Magdalenie, którą uważały za swoją patronkę. Praktycznie w każdym domu prostytutki wisiał obraz Marii Magdaleny. Większość z nich w dniu wielkich świąt, np. w Boże Narodzenie czy na Wielkanoc, nie szła do pracy, ale do kościoła. Próbowały spędzić ten czas w tradycyjny sposób, starając się przypomnieć sobie czas rodzinny, za którym tęskniły i o którym wiedziały, że dla większości z nich przepadł na zawsze. Ale były też oczywiście takie, które nie powracały do religijnych praktyk ani do wspomnień o rodzinie. One zwykły mówić: „Gdyby był Bóg, nie byłabym dziwką”.

Nie znalazłam u Paleolog echa naukowych teorii antropometrycznych jeszcze z końca XIX wieku, wciąż popularnych przed II wojną światową. A warto o nich wspomnieć, bo do lat 30. XX wieku teorie te, stworzone przez włoskiego kryminologa Cezara Lombroso, były przywoływane w polskim piśmiennictwie naukowym i społecznym. O tym, gdzie Paleolog upatrywała przyczyn prostytucji w Polsce, napiszę w kolejnym wpisie.

Książka Lombroso „Kobieta jako zbrodniarka i prostytutka” już w roku 1895 – dwa lata po publikacji oryginału – pojawiła się w polskim tłumaczeniu. Autor, włoski psychiatra, profesor medycyny sądowej w Turynie, doszedł do wniosku, że musi istnieć określony, antropologiczny typ „zbrodniarza urodzonego”. Wg niego szereg cech antropologicznych i antropometrycznych charakteryzowało tzw. „urodzone prostytutki”, m.in. asymetryczne rysy twarzy, duża silna szczęka, krzywy nos, mała pojemność czaszki, bujne owłosienie, asymetryczne brwi, ostre spojrzenie.

Równie wstrząsające po ponad stu latach od ich publikacji są badania Pauline Tarnowsky, przeprowadzone na 100 moskiewskich prostytutkach i opisane w książce „Étude anthropométrique sur les prostituées et les voleuses” (Paris: E. Lecrosnier et Bébé, 1889).

Fotografia z książki Pauline Tarnowsky (źródło TUTAJ)

Na wklejonej wyżej fotografii badaczka analizuje anomalie w twarzy i uszach prostytutek. Jak pisze Dr H. Kurella w książce „Lombroso i jego teorje” (1897), Nader charakterystyczną cechą fizjognomji zbrodniarzy, którą zresztą dzielą z chorymi na dziedziczne cierpienia nerwów i umysłu, stanowią wielkie, nieprawidłowo zbudowane uszy, prostopadle częstokroć sterczące na skroniach, podobne do uszu garnka. (str. 18) W swojej pracy Tarnowsky dzieli „kobiety nierządne” na te „urodzone” oraz te „z przypadku”. Obce jej jest myślenie, że cechy prostytutek miały charakter nabyty, a nie wrodzony, że były skutkiem uprawiania nierządu, a nie jego przyczyną.

Czy można mieć pewność, że tego rodzaju anachroniczne koncepcje o byciu predystynowanym do stania się prostytutką czy mordercą, jak te wyjęte z książek Lombroso i Tarnowsky, trafiły już do lamusa? Nie jestem o tym przekonana.

Polski Komitet Walki z Handlem Kobietami i Dziećmi oraz początki policji kobiecej

Grupa kobiet przed wejściem do pomieszczenia Misji Dworcowej opieki nad podróżującą młodą kobietą. Grudzień 1925 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Problem prostytucji i handlu kobietami oraz dziećmi w znaczącym stopniu dotykał międzywojennej Polski. Trudno nam dziś nawet wyobrazić sobie skalę tego procederu. Służącym, pokojówkom czy innym młodym kobietom w trudnej sytuacji życiowej oferowano dobrą pracę za granicą, zwabiano na statki, a następnie wywożono do domów rozpusty, głównie w Ameryce Południowej. Nierzadko stręczyciele podający się za bogatych Amerykanów biorą z młodymi Polkami lub Żydówkami ślub, po czym wywożą swoje młode żony do burdeli w Argentynie. W Ameryce Południowej przez długie lata handlem żywym towarem zajmowało się Warszawskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy, przemianowane na Towarzystwo Cvi-Migdal.

W 1923 r. wreszcie utworzono w Polsce Komitet dla Zwalczania Handlu Kobietami i Dziećmi. Inspiracją do tworzenia takich komitetów w Europie był zwołany w 1899 roku kongres w Londynie, poświęcony walce z handlem białymi kobietami, w czasie którego powołano do życia Międzynarodowy Komitet Zwalczania Handlu Kobietami i Dziećmi. W Polsce dopiero po odzyskaniu niepodległości pojawiły się warunki do powołania krajowego oddziału tego komitetu.

Cytuję za dostępnym w sieci artykułem Piotra Gołdyna pt. Wybrane aspekty działalności liderów Polskiego Komitetu walki z Handlem Kobietami i Dziećmi (1923-1939) : „Jedną z głównych płaszczyzn działalności polskiego komitetu było prowadzenie misji dworcowych. Główna działalność tych placówek polegała na pomocy podróżującym kobietom. W tym celu specjalnie do tego celu przygotowane kobiety patrolowały dworce kolejowe i autobusowe. Udzielały wskazówek co do adresu, pod który udawały się podróżujące niewiasty, udzielały schronienia, interweniowały w przypadkach podejrzenia o handel żywym towarem, czy wreszcie pośredniczyły w znalezieniu pracy. Wszędzie starano się rozpowszechniać informacje o działalności misji dworcowych, aby w ten sposób zachęcać młode dziewczęta do korzystania z wszelkiej oferowanej pomocy. Elementem rozpoznawczym były noszone przez delegatki misji opaski – biało-żółte dla katoliczek i biało-amarantowe z krzyżem maltańskim dla ewangeliczek”.

Jednak chyba najważniejszym osiągnięciem Polskiego Komitetu Walki z Handlem Kobietami i Dziećmi było powołanie wraz z Komendą Główną Policji Państwowej oddziałów policji kobiecej. Nastąpiło to w roku 1925 decyzją ministra spraw wewnętrznych – oczywiście, na wniosek Komitetu. Dowództwo nad kompanią szkolną przyszłych policjantek wkrótce powierzono Stanisławie Paleolog. 

Piotr Gołdyn podaje też opinię wyrażoną w ówczesnej prasie na temat specyfiki pracy policjantek, z założenia mających się zajmować sprawami kobiet i nieletnich: „Charakter tych przestępstw niejako przesądza sprawę przysposobienia kobiet do ich zwalczania, daje bowiem pewność, że do walki tej wniosą nie tylko surową metodę represji, lecz widząc krzywdę swych sióstr-kobiet, wniosą do swej służby pierwiastek miłości bliźniego, łącząc tym samym swą czysto policyjną służbę z aktem opieki społecznej. [J.S., Do walki z nierządem, „Na posterunku” 1929, nr 47, s. 729-730]

Niestety, w praktyce przełożyło się to na zakaz zakuwania przestępców w kajdanki przez policjantki. Funkcjonariuszki same nie miały prawa aresztować pochwyconych na przestępstwach osób, rzekomo ze względu na ich bezpieczeństwo, ale też by „nie narazić na szwank autorytetu organu policyjnego”. Dochodziło więc do absurdalnych sytuacji, gdy musiały szukać telefonu, by poinformować kolegów z mundurowej czy cywilnej służby śledczej, by przyjechali na miejsce zdarzenia i dokonali aresztowania zamiast nich. Same mogły jedynie uświadamiać i ostrzegać…. Cóż, znak czasu.

Policjantki podczas służby w izbie zatrzymań. Sierpień 1938. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Przesyłka z Londynu

W lutym wreszcie dotarła do mnie mała, niepozorna książka – praktycznie nie do dostania, zupełnie niedostępna w Polsce. Ja upolowałam ją na Amazonie, wystawioną na sprzedaż przez jeden z londyńskich antykwariatów. Ale nie wystarczyło zapłacić 20 funtów i czekać na paczkę. Musiałam jeszcze znaleźć kogoś, kto mieszka w UK i kto zgodził się przesłać mi mój skarb do Polski, ponieważ oczywiście antykwariat nie wysyła niczego poza granice UK. Na szczęście i to się udało.

Lekturę zaczynam oczywiście od Wstępu, napisanego przez Dorothy Peto [tu link do jej krótkiej biografii w angielskiej Wikipedii], pionierki brytyjskiej policji kobiecej, pierwszej zaprzysiężonej kobiety Inspektor w Londyńskiej Policji Miejskiej w latach 1930-1946. Ta sama Dorothy Peto po raz pierwszy spotkała Stanisławę Paleolog w czasie wizyty w Polsce w 1936 roku i od tej pory „pozostawała w kontakcie” z polską policją kobiecą – musiała ją połączyć z Paleolog serdeczna relacja. Po raz drugi spotkały się w Edynburgu w 1938, a po raz trzeci – już w Londynie, po II Wojnie Światowej. Kilka lat później Stanisława Paleolog zostanie ministrem bez teki w pierwszym rządzie Antoniego Pająka władz RP na uchodźstwie – i zarazem pierwszą kobietą minister.

To właśnie dzięki staraniom Peto udało się wydać historię polskiej policji kobiecej w języku angielskim w 1955 roku. Stanisława Paleolog pracowała nad książką w języku polskim, dokumentując swoje wspomnienia dzięki raportom Ligi Narodów oraz korzystając z polskich gazet dostępnych w British Museum. Tekst został przetłumaczony na angielski przez Eileen Frances Short-Garlińską. Co się stało z oryginałem? Bardzo chciałabym poznać odpowiedź na to pytanie.

Tymczasem sprawdzam, kim była tłumaczka. Okazuje się, że ma niezwykle ciekawą biografię i powstańczą przeszłość. Jej biogram znajduję na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego i przeklejam go poniżej.

Eileen Frances Short-Garlińska urodziła się 1 kwietnia 1912 roku. Jej panieńskie nazwisko to Short. Urodzona w rodzinie irlandzkiej. Od 1935 roku mieszkała w Polsce i była nauczycielką języka angielskiego. 4 września 1939 roku wzięła ślub z poznanym w 1936 roku Józefem Garlińskim. W czasie wojny Eileen Frances Short-Garlińska wstąpiła w szeregi ZWZ-AK (jej mąż ppor. Józef Garliński „Long” był kierownikiem Wydziału Bezpieczeństwa Komendy Głównej AK). W 1943 r. uczestniczyła w tajnych szkoleniach żeglarskich, a także w regatach, w których otrzymała medal (przekazany po wojnie do zbiorów British Museum).

W czasie Powstania była sanitariuszką na Górnym Czerniakowie – pełniła służbę w rejonie ul. Wilanowskiej i w szpitalu w budynku ZUS-u przy Czerniakowskiej.

Po kapitulacji Powstania znalazła się wśród ludności cywilnej. Skierowana do obozu przejściowego w Pruszkowie (Dulag 121), z którego udało jej się zbiec, a następnie przedostać do Wielkiej Brytanii. Tam rozpoczęła pracę tłumaczki w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Rządu RP na uchodźstwie. Została również działaczką Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Angielskiej i przewodniczącą Komitetu Brytyjek żon Polaków. W listopadzie 1945 spotkała się z mężem. W 1986 została odznaczona przez Prezydenta RP na Uchodźstwie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Szukam w Sieci jej fotografii. Trafiam najpierw na wzruszającą tablicę z Katedry Polowej Wojska Polskiego w Warszawie – również zamieszczoną na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego. Następnie na artykuł Waldemara Grabowskiego „Kobiety w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Londynie 1940–1945 – przyczynek do badań”. Dowiaduję się, że Eileen Garlińska była zatrudniona jako tłumaczka wśród pracowników Wydziału Społecznego MSW w 1945 roku. Wciąż nie wiem jednak, jak wyglądała i nie mogę sobie tego darować.

Dociera do mnie, że na tę niewielką, ale bezcenną książkę w biało-czerwonej okładce, którą prawdziwym cudem udało mi się zdobyć 64 lata po jej wydaniu, składają się praca, talenty i doświadczenie trzech niezwykłych kobiet – Stanisławy Paleolog, Dorothy Peto i Eileen Garlińskiej.