Smętkówna przed przemianą

Przeglądam numery „Raz Dwa Trzy. Ilustrowanego Kuryera Sportowego” z 2. poł. lat 30. Trafiam na absolutnie magiczne zdjęcie zbiorowe z czołowymi polskimi sportsmenkami z roku 1935. To polska reprezentacja lekkoatletyczna przed lipcowym meczem w Dreźnie.

Widać na nim Marię Kwaśniewską z Łódzkiego Klubu Sportowego, która za rok w Berlinie na Igrzyskach Olimpijskich zdobędzie brąz w rzucie oszczepem. Słynna będzie historia jej zdjęcia z Hitlerem, dzięki któremu po wybuchu II wojny światowej uratuje wiele ludzkich istnień.

W centrum zdjęcia w dolnym rzędzie siedzi Stanisława Walasiewicz – mistrzyni olimpijska i wielokrotna rekordzistka świata. W latach 30. świadomie reprezentowała kraj swojego pochodzenia, mimo że amerykańska federacja lekkoatletyczna proponowała jej obywatelstwo. Walasiewiczówna była nazywana najszybszą kobietą świata.
W latach 80. po jej nagłej śmierci w wyniku zabójstwa na ulicy w Cleveland zarządzono sekcję zwłok – zwykłą w takich sytuacjach wg amerykańskiego prawa. Wtedy wybuchła bomba: Stanisława okazała się hermafrodytą, co oznacza, że posiadała zarówno męskie, jak i żeńskie organy płciowe. Pojawiły się głosy, by odebrać jej po śmierci medale zdobyte jako kobieta. Na szczęście na pogróżkach się skończyło.

Na tej samej fotografii w lewym dolnym rogu pochyla się Zofia Smętkówna. To jedno z nielicznych jej zdjęć w spódnicy i bluzce, a nie w sportowym stroju, jakie udało mi się dotąd znaleźć. Uśmiecha się czarująco i gdybym nie znała jej historii, przez myśl by mi nie przeszło, że w tym ubraniu i ciele ukrywa się mężczyzna. A może ani mężczyzna, ani kobieta. Ktoś spomiędzy.

Spowiedź miłosna kobiety, która stała się mężczyzną

Podobno Marcel Allain, francuski literat, przypadkiem spotkał Witolda Smętka w warszawskiej kawiarni i tak to się zaczęło. Uznał historię Smętka za na tyle interesującą, że postanowił nadać jej formę literackich wspomnień. Zastrzega się, co prawda, we wstępie, że był jedynie „sekretarzem, skrybą, przewodnikiem”, a opowieść w całości należy do Witolda Smętka. Czy mogę jednak nie podejrzewać twórcy „Fantomasa” o brak skłonności do pewnej konfabulacji? Czy chcę uwierzyć, że był tylko „tłumaczem” wyznań na francuski?

Nie wierzyli w pomysł wydania pamiętników Smętka (złośliwi) polscy dziennikarze lat 30. Pokpiwali sobie z tego „projektu” z równą lekkością, jak z dość okrutnego porównania Smętka do czechosłowackiego lekkoatlety, który w 1936 roku również przeszedł operację korekty płci – Zdenka Koubka. Jak napisał jakiś dziennikarz w „Echu” 05/1935: „Podobnie śmiesznie wygląda projekt Smętka wydania własnych pamiętników. Wierzymy w to o tyle tylko, jeśli ktoś te pamiętniki za Smętka napisze”.

No cóż. Napisał – i to nie byle kto.