Smętek/Smentek synchronicznie

Głęboko wierzę w zasadę synchroniczności sformułowaną przez Carla Gustawa Junga już ponad 70 lat temu. Z dziką przyjemnością obserwuję też czasem wydarzenia, które pozwalają wyłączyć myślenie przyczynowo-skutkowe, a więc tak zwane „znaczące zbiegi okoliczności”. I tak właśnie było, gdy w ciągu trzech sierpniowych dni odezwały się do mnie – zupełnie niezależnie – dwie osoby, które trafiły na moją stronę internetową w poszukiwaniu informacji o Witoldzie Smętku. Czy to znak? I czy dobry? Poczułam, że więcej znaków nie potrzebuję i że czas, by znów zdecydowanie wziąć się do roboty.

Pierwsza z tych osób to dziennikarz Marek Teler, którego artykuł o Witoldzie Smentku ukaże się na koniec września w magazynie „Replika”. (Uwaga na marginesie – zapis nazwiska SMĘTEK na SMENTEK dawny lekkoatleta zmienił celowo, by pożegnać się z minionym życiem i uniknąć natychmiastowych skojarzeń z historią Zofią Smętek.) Drugą zaś jest pani Agnieszka, wnuczka drugiej żony Witolda Smentka, Władysławy Smentek, która niedawno poznała rodzinną historię i na własną rękę przeprowadziła małe internetowe śledztwo. Ucieszyłam się podwójnie, bo raz – dobrze było się przekonać, że ta strona spełnia swoją funkcję, nawet jeśli porzucę ją na kilka pandemicznych miesięcy, a dwa – i Pan Marek, i Pani Agnieszka okazali się mesendżerami / posłańcami dobrych wiadomości i bezcennych informacji.

Poniżej zamieszczam zdjęcie, które dostałam od Pani Agnieszki – ze ślubu Witolda i Władysławy z roku 1973. Niestety, wciąż nie udało mi się skontaktować ani z córką, ani z wnuczką Władysławy (obie mieszkają w Łodzi), choć czuję, że nie wszystko jeszcze stracone…

Na zdjęciu pierwszy z prawej – Witold Smentek, w środku Władysława, świeżo poślubiona druga żona, z lewej – syn Władysławy.

Pan Marek Teler również szczodrze podzielił się ze mną zdobytymi przez siebie informacjami. Dowiedziałam się również dzięki niemu, że Witold Smentek pochowany jest na Cmentarzu Prawosławnym na Woli. Teraz moja kolej, by go odwiedzić.

Grób Witolda Smentka. Fot. dzięki uprzejmości M. Telera

Portrety

Droga do powstania scenariusza jest żmudna i pełna zwątpień :). Myśląc o moich trzech bohaterkach, żyjących w podobnych latach, lecz należących do różnych światów, musiałam je sobie wizualizować w sposób, który pozwoliłby mi na nie spojrzeć z podobnej perspektywy. Zdjęcia, które po nich pozostały, częściowo są rozproszone, ale też skomplikowała się kwestia praw autorskich. Tym bardziej chciałam je zobaczyć i pokazać w podobnej konwencji, używając tych samych okularów. Trzy portrety.

Bronisława Dziadoń Konieczna
Zofia Smętek
Stanisława Filipina Paleolog

Inspiracją i najważniejszą referencją stały się dla mnie prace graficzne Colesa Phillipsa (1880-1927), zwłaszcza te stworzone dla magazynu „Life”. Uważam go za absolutnie genialnego grafika – i aż żal bierze, że nie ma nawet poświęconego mu hasła w polskiej wersji Wikipedii (https://en.wikipedia.org/wiki/Coles_Phillips).

Grafika Colesa Phillipsa

Proces powstawania portretów Stanisławy Paleolog, Bronisławy Koniecznej „Dziadońki” i Zofii Smętek trwał właściwie od lata do późnej jesieni 2019 roku. Ich autorką jest Ania Goszczyńska, graficzka, której bliskie są plakaty i ilustracje prasowe, w tym zwłaszcza portrety (http://goszczynska.com/).

Cieszę się, że wreszcie są – i mam nadzieję, że bez zbędnych słów opowiedzą Wam swoją historię.

„Ludzie, którzy zmieniają płeć”

Przeglądając polską prasę z lat 30. w poszukiwaniu artykułów na temat lekkoatletki Zofii Smętek, często natrafiałam na złośliwe komentarze dotyczące jej fizycznej przemiany, czy też dyskredytujące jej dotychczasowe osiągnięcia. Zaskoczyło mnie jednak, że natykałam się również na wiele tekstów odnotowujących zmianę lub raczej korektę płci wśród europejskich lekkoatletów, artystów, ale i wśród zwyczajnych ludzi. Oczywiście, wzmianki te podawane były w gazetach w tonie sensacji, tak aby zaszokować lub rozbawić Czytelnika, stały jednak za nimi prawdziwe ludzkie dramaty. Poniżej zamieszczam dwa artykuły z łódzkiego „Expressu Ilustrowanego”, w których mowa jest o zmianie płci, czy raczej o przypadkach hermafrodytyzmu. Szczególnie nagłośniona została historia Einara Wegenera, duńskiego malarza, znanego po przemianie jako Lili Elbe, o czym wzmianka znajduje się w drugim artykule – Mężczyzna, który był… kobietą. W 2016 roku wszedł do polskich kin film „Dziewczyna z portretu” („The Danish Girl”), opowiadający o losach Einara i Gerdy Wegenerów, który zresztą gorąco polecam.

Artykuł z „Expressu Ilustrowanego” 1933 r., nr 186.
Artykuł z „Expressu Ilustrowanego” 1933 r., nr 237.

Od śmierci Einara Wegenera/Lili Elbe za rok minie 90 lat, a tymczasem hermafrodytyzm wciąż w wielu krajach, społeczeństwach i środowiskach pozostaje tematem tabu. W Polsce poziom wiedzy na temat interseksualizmu jest znikomy i wciąż wywołuje on niezdrowe emocje, jakby był jakąś psychiczną aberracją. Tymczasem interseksualizm/hermafrodytyzm jest chorobą spowodowaną genami lub hormonami. Hermafrodyta to osoba, która posiada dwa układy rozrodcze – męski oraz żeński – występujące w różnych rozmiarach. Jeden narząd płciowy zazwyczaj bardzo mocno dominuje, lecz zdarza się, że jednoznacznie można to określić dopiero w okresie pokwitania. I uwaga! Statystyki mówią, że hermafrodytów rodzi się więcej niż osób z zespołem Downa. Niektóre źródła podają, że 1 człowiek na 500 rodzi się z hermafrodytyzmem. Dlaczego więc wciąż boimy się o tym mówić?

W ciągu ostatnich stu lat światem sportu wielokrotnie wstrząsały skandale związane z trudną do jednoznacznego określenia płcią zawodniczek. Przypomnijmy tylko kilka z nich.

Stanisława Walasiewicz (1911-1980) – słynna polska sprinterka, mistrzyni olimpijska i wielokrotna rekordzistka świata. Przeprowadzona po jej tragicznej śmierci autopsja wykazała, że oprócz narządów płciowych żeńskich posiadała także nie w pełni rozwinięte męskie. MKOl i IAAF długo debatowały, czy Polce należy odebrać medale i rekordy, jednak żadnej oficjalnej decyzji nie ogłoszono i nie wygumkowano Walasiewicz z historii sportu.

Zdenka Koubkova (1913-1986) – lekkoatletka z Czechosłowacji. Zdobyła dwa medale na Mistrzostwach Świata Kobiet w 1934 r. i kilka krajowych tytułów w biegu na 100–800 m, w skoku w dal i skoku wzwyż. W 1936 r. przeszła operację zmiany płci z żeńskiej na męską. Jako Zdeněk Koubek pożegnał się ze sportem.
(Zofia Smętek była wielokrotnie porównywana z Koubkovą, głównie po to, by ukazać naszą polską zawodniczkę w niekorzystnym świetle).

Dora Ratjen (1918-2008) lub Hermann Ratjen – została zmuszona przed Igrzyskami w Berlinie przez nazistowską organizację do startu i wzięcia udziału w konkursie w skoku wzwyż. Najprawdopodobniej była obojnakiem. Na wiedeńskich ME ustanowiła rekord świata. Później jednak została zdemaskowana jako mężczyzna i zdyskwalifikowana.

Richard Raskins (ur. 1934) – amerykański tenisista, który w 1975 roku w wieku 41 lat poddał się operacji zmiany płci i przyjął imię Renée Richards. Następnie, już jako kobieta, startowała w turniejach tenisowych. Stała się znana, kiedy walczyła o swój udział w zawodach US Open w 1976 roku.

Erik Schinegger (ur. 1948) – austriacki narciarz alpejski. Po urodzeniu stwierdzono, że był dziewczynką i tak został wychowany. W 1966 roku jako Erika Schinegger został mistrzem świata w zjeździe kobiet. Rok później testy wykazały, że był hermafrodytą. W 1996 odebrano mu medale i tytuły sprzed 30 lat.

Inne, bardziej współczesne przykłady sportowców mających kłopoty ze swoją płcią, to choćby Maria José Martínez-Patiño (ur. 1961), Andreas Krieger (ur. w 1965 jako jako Heidi Krieger, kulomiotka z byłego NRD), Mianne Bagger (ur. 1966) – pochodząca z Danii golfistka urodziła się jako mężczyzna, poddała się jednak operacji płci, Edinanci Silva (judoka z Brazylii ur. 1976), Santhi Soundarajan (ur. 1981), Sarah Gronert (ur. 1986) – niemiecka tenisistka, która urodziła się jako obojnak czy Caster Semenya (ur. 1991) cierpiąca na hiperandrogenizm.

Smętkówna przed przemianą

Przeglądam numery „Raz Dwa Trzy. Ilustrowanego Kuryera Sportowego” z 2. poł. lat 30. Trafiam na absolutnie magiczne zdjęcie zbiorowe z czołowymi polskimi sportsmenkami z roku 1935. To polska reprezentacja lekkoatletyczna przed lipcowym meczem w Dreźnie.

Widać na nim Marię Kwaśniewską z Łódzkiego Klubu Sportowego, która za rok w Berlinie na Igrzyskach Olimpijskich zdobędzie brąz w rzucie oszczepem. Słynna będzie historia jej zdjęcia z Hitlerem, dzięki któremu po wybuchu II wojny światowej uratuje wiele ludzkich istnień.

W centrum zdjęcia w dolnym rzędzie siedzi Stanisława Walasiewicz – mistrzyni olimpijska i wielokrotna rekordzistka świata. W latach 30. świadomie reprezentowała kraj swojego pochodzenia, mimo że amerykańska federacja lekkoatletyczna proponowała jej obywatelstwo. Walasiewiczówna była nazywana najszybszą kobietą świata.
W latach 80. po jej nagłej śmierci w wyniku zabójstwa na ulicy w Cleveland zarządzono sekcję zwłok – zwykłą w takich sytuacjach wg amerykańskiego prawa. Wtedy wybuchła bomba: Stanisława okazała się hermafrodytą, co oznacza, że posiadała zarówno męskie, jak i żeńskie organy płciowe. Pojawiły się głosy, by odebrać jej po śmierci medale zdobyte jako kobieta. Na szczęście na pogróżkach się skończyło.

Na tej samej fotografii w lewym dolnym rogu pochyla się Zofia Smętkówna. To jedno z nielicznych jej zdjęć w spódnicy i bluzce, a nie w sportowym stroju, jakie udało mi się dotąd znaleźć. Uśmiecha się czarująco i gdybym nie znała jej historii, przez myśl by mi nie przeszło, że w tym ubraniu i ciele ukrywa się mężczyzna. A może ani mężczyzna, ani kobieta. Ktoś spomiędzy.

Filmowe tropy w wyznaniach Smętka

Przy którejś z kolei lekturze pamiętników Witolda Smętka odkrywam nowe drobiazgi. Pozornie bez znaczenia – porównania stosowane jak arabeski, żeby wypełnić puste płaszczyzny zbyt emocjonalnej opowieści, żeby dać Czytelnikowi jakiś symbol, metaforę, odejść od dosłowności. Marcel Allain bez wątpienia był miłośnikiem kina – i z prawdziwą przyjemnością znajduję te okruchy, świadczące o jego miłości do X Muzy.

W jednym z fragmentów Zofia Smętek wspomina o swoim wyjściu z Ukochaną do kina. „Grano film z Jeanette MacDonald. Nie mogłam nie zauważyć podobieństwa mojej przyjaciółki do słynnej aktorki. Powiedziałam jej to. (…) I natychmiast, szybciutko, nie zastanawiając się nad mym zaproszeniem, powiedziałam: *Jeanette, Przyjdziesz jutro do mnie*?” [tłumaczenie Mathias Vanesse]

Nie wiem, jak wyglądała ówczesna Ukochana Smętka, mam też absolutną pewność, że jej imię podane w „Spowiedzi…” nie jest prawdziwe. Jaki film z Jeanette MacDonald przywołał takie słodkie porównanie? Obstawiam „San Francisco” z 1936 roku. Jeanette MacDonald gra w nim śpiewaczkę, o której względy zabiega dwóch nietuzinkowych mężczyzn granych przez Clarka Gable‚a i Spencera Tracy. No przecież to musiał być przebój!

Czy Zofia Smętek faktycznie wybrała się do kina i prawiła wytrawne komplementy swojej przyjaciółce, porównując ją do znanej aktorki? Czy też Marcel Allain zobaczył zdjęcie tej przyjaciółki u Smętka i uznał, że taki wtręt wspaniale podziała na wyobraźnię?

Po rozstaniu z tą samą przyjaciółką – już po operacji – Witold znów idzie do kina. Grali francuski film „Jej pierwszy bal”: „Dziwnym zbiegiem okoliczności autorzy tej imponującej produkcji filmowej jakby się zmówili, by udzielić mi lekcji na czasie. Opowiadali historię kobiety, która zastanawiając się nad swoją przeszłością, tak jak ja to właśnie czyniłem, chce ją ożywić. Odnajduje jednak wyłącznie wypalony, zimny popiół…” [tłumaczenie Mathias Vanesse]

„Jej pierwszy bal” – a w oryginale „Un Carnet de bal” – miał swoją światową premierę 9 września 1937 roku. Nawet dziś zrobił na mnie olbrzymie wrażenie ten melancholijny dramat – świetnym scenariuszem, reżyserią i aktorstwem równie wysokiej próby. I znów chciałoby się zadać pytanie, czy przypadkiem Smętek okazuje się kinomanem i frankofilem? Czy też Marcel Allain odwołuje się do kodów kulturowych, które właśnie dla niego są istotne?

Spowiedź miłosna kobiety, która stała się mężczyzną

Podobno Marcel Allain, francuski literat, przypadkiem spotkał Witolda Smętka w warszawskiej kawiarni i tak to się zaczęło. Uznał historię Smętka za na tyle interesującą, że postanowił nadać jej formę literackich wspomnień. Zastrzega się, co prawda, we wstępie, że był jedynie „sekretarzem, skrybą, przewodnikiem”, a opowieść w całości należy do Witolda Smętka. Czy mogę jednak nie podejrzewać twórcy „Fantomasa” o brak skłonności do pewnej konfabulacji? Czy chcę uwierzyć, że był tylko „tłumaczem” wyznań na francuski?

Nie wierzyli w pomysł wydania pamiętników Smętka (złośliwi) polscy dziennikarze lat 30. Pokpiwali sobie z tego „projektu” z równą lekkością, jak z dość okrutnego porównania Smętka do czechosłowackiego lekkoatlety, który w 1936 roku również przeszedł operację korekty płci – Zdenka Koubka. Jak napisał jakiś dziennikarz w „Echu” 05/1935: „Podobnie śmiesznie wygląda projekt Smętka wydania własnych pamiętników. Wierzymy w to o tyle tylko, jeśli ktoś te pamiętniki za Smętka napisze”.

No cóż. Napisał – i to nie byle kto.

Praca z pamięcią

Podobno pisanie scenariusza powinno się odbywać w ciszy i skupieniu, z dala od ciekawskich oczu. Im mniej pary pójdzie w gwizdek, tym lepiej, a energia włożona w benedyktyńską pracę ma przełożyć się na końcową jakość.

Niestety, należę do typów „dialogujących” – kolekcjonuję cudze głosy i luźne uwagi, przesiewam je i sortuję, żeby ostatecznie zrobić z nich coś swojego. Potrzebuję nieustającego przepływu energii, żeby samą siebie motywować do pracy. Stąd chyba wziął się pomysł prowadzenia bloga wokół projektu, który roboczo nazwałam „Niecodzienne kobiety dwudziestolecia”. Stypendium twórcze w kategorii film pozwala mi w tym roku rozwijać pomysł na scenariusz o losach trzech kobiet żyjących w międzywojniu: sportsmenki Zofii Smętkówny, policjantki Stanisławy Filipiny Paleolog oraz muzykantki Bronisławy Koniecznej „Dziadońki”. Projekt ostatecznie nazwałam jednym słowem LUSTRA. Dlaczego tak?

Od listopada 2018 do stycznia 2019 roku uczestniczyłam w kursie edukacyjnym „Kobiety w Polsce lat dwudziestych i trzydziestych” w warszawskim Muzeum Polin. Słowo pojawiło się na ostatnich zajęciach pt. „Historie składane z kawałków – warsztaty kolażu”, prowadzonych przez dr Patrycję Dołowy, która od lat pracuje z pamięcią, posługując się historiami mówionymi i performansem. Rozmawiałyśmy wtedy m.in. o tym, że pamięć o kobietach buduje się ze skrawków. Jak ją ułożyć w kolaż w ramach rzeczywistości, w której świat i historia opowiadane są w sposób męski? Uznać, że to, co zostało w pamięci indywidualnej, również ma znaczenie. Moim zadaniem będzie więc pozbieranie w jeden rysunek drobnych, chaotycznie rozrzuconych puzzli – przypominających nie wiadomo skąd wydzierane papierki. Trzeba dosztukować brakujące elementy tych opowieści dzięki pamięci kobiet, które wciąż żyją. Założyć, że coś MOGŁO się wydarzyć, nawet jeśli nic ani nikt tego nie potwierdzi. Będzie to niewyraźny obraz z luster odbijających inne lustra. Trudna praca z pamięcią, która nie umie być obiektywna, sporo przemilcza albo wręcz ukrywa. Dotarło do mnie, że historia tych trzech kobiet dopomina się, by wymyślić ją na nowo. Tylko jak?

Zaczęłam od kolażu, który tak bardzo pęczniał, że musiałam mu pozwolić zejść na podłogę!

fot. D. Matloch / Muzeum Historii Żydów Polskich