Kwarantaniec, czyli po nitce skojarzeń do kłębka

Dziś rano dostałam od mojej nauczycielki flamenco – Małgorzaty Matuszewskiej – link do projektu, czy raczej inicjatywy, w której w ostatnich dniach brała udział. To „KWARANTANIEC – QUARANDANCE” – 157 krótkich etiud tanecznych w wykonaniu polskich artystów tańca i choreografów. Teatr tańca w kwarantannie domowej, zarejestrowany w codziennych, często ciasnych pomieszczeniach. Dowód na to, że niemal każdy ruch i bezruch w rytmie jest tańcem. I że jest możliwy dosłownie wszędzie.

Ja też siedzę od kilku tygodni w domu, udając, że wszystko jest jak zwykle, a wieczorami urządzam wieczorki taneczne z moją suką Franką i kotką Zołzą. Obowiązkowo oglądamy też musicale.

„Kwarantaniec” kazał mi raz jeszcze zobaczyć jedną z moich ulubionych scen z (anty)musicalu „Tańcząc w ciemnościach” Larsa von Triera. Jest ona maksymalnie oszczędna w formie, ale za każdym razem, gdy ją widzę, czuję, jak coś ściska mnie w gardle. Selma – czechosłowacka emigrantka grana przez Björk – siedzi tu w celi śmierci, próbując wychwycić jakiekolwiek odgłosy. Wreszcie przykłada ucho do otworu wentylacyjnego i odbijając się od szmerów, zaczyna śpiewać. Śpiewa na oślep, bo straciła już wzrok. Selma kocha musicale, w których z definicji nie dzieje się nic złego i które pomagają jej przejść do alternatywnej rzeczywistości.
Tym razem jednak nie udaje jej się lekko przenieść do świata marzeń. Cela pozostaje celą śmierci, w jej życiu już nic nie zmieni się na lepsze.

Piosenka Selmy pochodzi z wielkiego broadwayowskiego musicalu „The Sound of Music”, z sukcesem zekranizowanego w 1965 roku. „Dźwięki muzyki” zgarnęły pięć Oscarów, a pozornie dziecinna piosenka zaśpiewana przez Julie Andrews zdobyła nieśmiertelność, inspirując twórców przez kolejne kilkadziesiąt lat. Jest coś w tej melodii, co przylepia się do ucha i czego już nie da się zapomnieć. W filmie Maria – opiekunka dzieci kapitana von Trappa – śpiewa ją w czasie burzy, żeby odwrócić uwagę podopiecznych od grzmotów i błyskawic. Cała siódemka małych von Trappów zapomina o bożym świecie, śpiewając razem z Marią.

Uwielbiam sposób, w jaki von Trier użył tej niezwykłej piosenki, dając jej w nowym kontekście zupełnie nowe życie. W kameralnej, niepozornej scenie w celi – w której „nic się nie dzieje”, muzyka, ruch i gest wyrażają więcej niż są w stanie objąć najbardziej wyszukane słowa.

My też sobie pomilczmy, potańczmy, i – ewentualnie – pośpiewajmy w kwarantańcu. Koniecznie przypominając sobie, co lubimy robić i co będziemy robić wkrótce.